Ciekawy temat. Dwa lata temu pisałam o tym pracę licencjacką i robiłam badania. Dzięki temu dowiedziałam się, że mojego kumpla też dotyczy ten problem o ile był ze mną szczery (czasem mam problemy z rozpoznaniem kiedy żartuje). Powiem Wam, że autoagresja to nie tylko sznyty, ludzie mają tak różne pomysły na skrzywdzenie samych sibie, że głowa mała. Cięcie skóry, drapanie się do krwi, wyrywanie włosów, przypalanie papierosem, połykanie ostrych przedmiotów, tatuowanie, piercing itd. Interesująca jest, że tak to nazwę historia autoagresji oraz wszelkie jej rodzaje. Na przykład nigeryjski lud Tiw praktykuje samookaleczenia, aby wytworzć na ciele specjalny układ blizn. Pełni to pewne funkcje społeczne, a jedna z nich wynika z wiary, że akt ten reprezentuje
i zabezpiecza porządek społeczny oraz ciągłość życia. Jeśli chodzi o hinduizm mozna zauważyć rolę samookaleczenia w opowieści o Śiwie, synu Brahmy. Wolał się wykastrować, aniżeli miałby powoływać do istnienia istoty niedoskonałe. Rzeźby, które przedstawiają jego odciętego penisa (zwanego lingamem), są świętymi obiektami symbolicznymi. A od Europy tatuaże przywlekli żeglarze, którzy zwyczaj malowania ciał poznali na przykład w Polinezji. W Chinach natomiast grupy zajmujące sie tańcem miały w zwyczaju ciasne bandażowanie stóp młodym dziewczynkom, aby w ten sposób złamać kości oraz zmienić ustawienie palców. Tak zwane stopy lotosu sprwiały, że kobieta w oczach mężczyzny była piękna (o zgrozo!), doszło nawet do tego, że ubogie kobiety zaczęły bandażować sobie w ten sposób stopy, gdyż miało to niby podnieść ich status społeczny. Szkoda, że w Polsce jest tak mało literatury na ten temat, ja natknęłam się tylko na dwie książki.