O! Zawsze chciałam spróbować miodu pitnego. W ogóle nigdy nawet nie byłam w pobliżu takiego specyfiku, a występuje on w wielu książkach i filmach, co mnie zainteresowało. Kto mi postawi, hehe?
No miód pitny dobry jest, raczej niewiele słodkich alkoholi mi smakuje, ale ten owszem. W sumie to pierwszy raz piłem to przez kumpla który właśnie przez książki/filmy miał na to fazę... no i mi zasmakowało. Piłem to tylko kilka razy, mimo że aż takie drogie nie jest w porównaniu do np "łiskaczy", bo kosztuje około 15-20zł.
Różowy kubeczek wymiata! Szkoda, że taki blady. Ja bym go troszkę stuningowała nadając mu oczojebnoróżowy odcień.
Kubeczek sam mi ma ewoluować! Nie będę mu dawać żadnych środków dopingujących żeby go zmienić, on ma własną wolę i sam wybiera swoją wygląd. Kiedyś jak w zerówce piłem z niego herbatę, to był taki oczojebny... ale starość nie radość... hehe... stracił tą oczojebność... a raczej nie stracił tylko sam się jej wyzbył!
Ostatnio miałem przyjemność pić piwo niepasteryzowane. W smaku nie różni się znacząco od gamy ogólnodostępnych piw, chociaż muszę przyznać, że coś ma w sobie. Główną zaletą są wszystkie składniki, które zostałyby zniszczone podczas pasteryzacji. No i oczywiście krótka data przydatności do spożycia.
Ja chyba tylko raz piłem niepasteryzowane piwo i mi nie smakowało ono, ale niekoniecznie to przez brak pasteryzacji , może przez samą markę piwa. Yhh... pamiętacie piwo o którym z Dark Lordem i Cronusem mówiliśmy że piliśmy co był okropna? To co zwało się "Naturalne". To właśnie było niepasteryzowane. Potem jak wziąłem Żywca to poczułem dopiero właściwy smak piwa. Ja po prostu nie chcę wiedzieć czemu tamto piwo zwało się "Naturalne". Haha...
Oooo... dodam jeszcze że wódka Żołądkowa Miętowa mi zasmakowało, piłem chyba dwa razy w życiu i to raczej w małych ilościach, ale to był dobre... albo byłem już zbytnio podpity. Hehe...