Dlaczego tak lubujemy się w "lekkich filmach"? W kinie niezbyt wymagającym, czasem wręcz niewymagającym od widza, żadnej wnikliwości, żadnego "myślenia"?
Najczęściej słyszę komentarze typu: "Oj weź ja w szkole mam ciężko/na studiach/w pracy i chcę się rozerwać a mam jeszcze oglądać "ciężki" film? Ooooo nie!"
Pisałem już o "nie mam czasu" jako o lenistwie. W tej kwestii myślę podobnie. Unikamy "trudnych" książek, filmów, muzyki itp bo jest nam po prostu tak wygodnie. No bo po co się wysilać, skoro wszystko mamy podane ładnie na tacy i to jeszcze w bardzo ładnym przystępny opakowaniu.
Przykład? Zachwyt nad filmem "Zmierzch" czy też pierwowzorem - książką. Książki nie czytałem, ale film mi wystarczył. Historia nie jest ani trochę skomplikowana, wręcz przewidywalna. Wszystko na dodatek jest ładnie opakowane w cudowne buźki, uśmieszki, gołe klaty i inne rzeczy, które przyciągają nastolatki do filmu jak muchy do kupy.
Myślę, że czasem warto wysilić się, trochę pomyśleć i wybrać "trudniejszą" ścieżkę. Gdy już się nią przejdzie, pokona to wtedy duma i szczęście jest o wiele większe.