Gratuluję, Kasios!
Ja od jakiegoś czasu powoli przestaję się przejmować każdym mankamentem w moim ciele. Nie jest to może jeszcze całkowita akceptacja siebie, ale jest lepiej. Po prostu pogodziłam się już, że nigdy nie będę uważana za ładną i sądzę, że jednak da się z tym żyć. Mam wiele wad, ale to co się da, staram się jakoś tam choć trochę kamuflować lub zmienić, a to, czego się nie da, próbuję olewać i o tym nie myśleć. Myślę, że dużo zmienił mój wyjazd z domu - po prostu zaczęłam się zajmować czymś innym niż wyglądem, wiele też dali mi moi znajomi, ale chyba przede wszystkim przestało mi tak odbijać na punkcie mojego wyglądu, bo skończyła mi się ta chora, nastoletnia burza hormonalna, z czego się niezmiernie cieszę.
To jeśli chodzi o ciało. Gorzej z psychiką, bo nadal wiem, że bardzo ciężko muszę pracować wadami w zachowaniu, szczególnie po alkoholu.
Chociaż jedną sprawą przestałam się tak bardzo martwić. Głównie chodzi mi tu o to jak zachowuję się w nowym towarzystwie, gdzie jestem bardzo przestraszona i trudno mi być sobą, trudno mi się rozluźnić. Myślę, że można mi to wybaczyć i że najważniejsze jest to jak się zachowuję w stosunku do osób, które już dobrze znam i z którymi spędzam dużo czasu (chociaż może to w ewentualnym podrywaniu - w końcu temat o atrakcyjności - nie do końca mi pomoże).