Kompleksy miałam od dawna (zresztą pewne mam nadal), przez bardzo długi okres czasu. Powody były różne: okulary, krzywe zęby, różne problemy wieku młodzieńczego (z cerą), dość niski wzrost, mały biust, kilka kilogramów za dużo... Mogłabym wymieniać jeszcze długo

Generalnie nie jestem jakaś super urodziwa (w sensie, nie wyglądam jak rasowa piękność) i to też był mój problem. W latach szczenięcych wyśmiewano mnie, a nieco później na dodatek żaden chłopak się mną nie interesował, więc to już w ogóle była tragedia.
Zaczęło się to powoli zmieniać, gdy pewien poznany przez internet (

) chłopak zaczął się jednak mną interesować, jednak i to się szybko skończyło (

), choć moja pewność siebie, która się powolutku budowała, nie została zburzona.
A potem to już jakoś samo tak poszło: schudłam te kilka kilogramów, rysy twarzy mi się troszkę wyostrzyły, ufarbowałam włosy na ciemno (moje naturalne są jakieś takie nijakie), skróciłam i "zrobiłam sobie fryzurę", na studiach już zaczęłam się ubierać nieco bardziej kobieco (choć i to bez przesady; w szpilkach nie latam

), nauczyłam się ładnie podkreślać oczy odpowiednim makijażem i zadrutowałam się (aparatem ortodontycznym)

.
Charakter mój również nieco uległ zmianie dzięki tej pewności siebie: nie boję się raczej występować publicznie, no i w ogóle to fajna dziewczyna ze mnie (

)
Wydaje mi się, że jestem teraz sporo "ładniejsza" niż byłam jeszcze 4-5 lat temu, choć nie czuję na sobie tych męskich spojrzeń, ech. A fajnie by było czasem zobaczyć na własne oczy, że kogoś zaintrygowałam
