Nazwa użytkownika:

Hasło:

Autor Wątek: Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza  (Przeczytany 650 razy)

Offline Łukasz

  • Mroczne Widmo
  • Wiadomości: 3119
  • Reputacja: 24
  • fluggegecheimen
    • Status GG
    • Rowerowo
  • Imię: Łukasz
  • Skąd: Biała Podlaska
Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza
« dnia: Grudzień 13, 2010, 12:39:39 »
Ludzie pobierają się na potęgę :) Tylko u mojego brata w restauracji prawie wszystkie terminy na 2011 są już zajęte. A podobnych lokali w mieście jest cała masa.

Niektórzy pobierają się z miłości, a niektórzy mam wrażenie że z jakiegoś przymusu. Bo np dziecko wyszło wcześniej niż się planowało, i głupio tak żyć na kocią łapę. Bo co ludzie powiedzą?


Z jednej strony, mało o tym wiem bo się nie żeniłem jeszcze, za mąż tym bardziej nie wychodziłem :>, ba nawet nie jestem w związku wiec średnio w ogóle wiem coś na ten temat, ale spróbuję się wczuć w sytuację :)

Generalnie, dla mnie ślub jest zwieńczeniem miłości obojga ludzi i świadomym, przemyślanym krokiem. Myślę, ze nie warto patrzeć na ludzi, co ludzie będą gadać, tylko robić swoje. Ludzie gadać będą zawsze. Chciałbym traktować "małżeństwo" poważnie, tzn być wszystkim dla drugiej osoby ale i oczekiwać tego samego od drugiej połowy. Myślę, ze małżeństwo to taki kompromis także, w którym ludzie dają sobie także pewną swobodę, odrobinę dyskrecji. Nie mówię tu o zdradzie, czy pozwalaniu na skok w bok, o nie :) Chodzi mi o to, ze czasem człowiek potrzebuje chwilę samotności, by nikt nie wtrącał się w jakaś sprawę, że chce mieć jakaś rzecz tylko dla siebie. Nie wiem, może to egoistyczne podejście jest ... ale ja tak uważam, tego bym chciał w związku i na to samo bym uszanował u partnerki :)


Dlaczego ludzie się rozchodzą? Wydaje mi się, że zbyt pochopnie podejmują decyzję o małżeństwie. Jeśli ludzie nie są pewni swej miłości (taaak a zakochany o tym akurat wie :) ) to nie powinni posuwać się do tego kroku. Ciul z dorosłymi, chodzi o to, że podczas rozstań takich często największy dramat przezywa dziecko, które jest rozdarte na pół. Z jednej strony chce by wszystko było jak dawniej, chce żyć z maa i tatą. A nie może, bo rodzice się nie dogadują. 

Na siłę, także nie ma co ze sobą żyć. To może być bardzo męczące tak mi się wydaje. Nie chciałbym być z kimś tylko dlatego, że jesteśmy małżeństwem i mamy dzieci. Trudno, trzeba zacisnąć zęby i powiedzieć sobie dosyć. Tylko trzeba zrobić to po ludzku, tak by nikt na tym nie ucierpiał.


Wiecie co? Mam wrażenie że chciałem napisać co innego a wyszło co innego XD To co napisałem w ogóle trzyma się kupy?

Offline Shaw

  • Władca lasu
  • Drzewiec
  • Wiadomości: 2466
  • Reputacja: 22
    • Status GG
    • Dark Forest
  • Imię: Adrian
  • Skąd: Szczecin
Odp: Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 13, 2010, 14:48:07 »
Czy ja wiem czy tak na potęgę się pobierają ludzie, ostatnio moim zdaniem to jakoś mniej modne jest, w tym roku żadnego wesela nie zaliczyłem, a za to kilka pogrzebów, a to są jedyne dwie okazje gdzie widzi się prawie całą rodzinę. Jednocześnie kuzynostwo czy znajomi żyją w dość trwałych związkach czy też zdarzają się przypadki ciąż a nawet dzieci i ślubu nie mają.

Moje osobiste podejście do małżeństwa jest takie iż nie wiem czy kiedykolwiek będę brał ślub, bo pochopnie go brać nie zamierzam, a jakieś małżeństwo z powodu dziecka też w grę nie wchodzi, bo po pierwsze nie zamierzam "wpadać", a po drugie nie jest to dla mnie argument do brania ślubu (tzn "wpadka"). Jako że rozwód jak Łukasz już stwierdził bywa krzywdzący dla dziecka, a poza tym jest to decyzja dwóch osób dorosłych które powinny to dobrze przemyśleć i zdawać sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów, tak więc rozwody uważam że głupotę, bo po prostu wystarczyło się nie żenić. Tak więc ja ślub nie prędko wezmę i na chwilę obecną w przyszłości będę samotnym kawalerem.

Czemu ludzie się rozchodzą? Bo są lekkomyślni i biorą ślub zbyt pochopnie, np po paru miesiącach życia w związku np mój kuzyn wziął ślub z dziewczyną którą znał pół roku, po następnych 6 miesiącach się rozstali, teraz czeka na unieważnienie tamtego małżeństwa aby ożenić się z kolejną, tyle że z tą już jest dłużej, a to tylko dlatego że przez poprzedni rozwód nie mógł się żenić. Dość kiepska polityka. No i jak już wspominałem często ludzie biorą ślub przez dziecko, rodzi im ono się przez przypadek, więc niektórzy twierdzą że trzeba wziąć ślub zanim się urodzi, bo jak to tak można?! No a w efekcie na dłuższą metę nie potrafią ze sobą wytrzymać, przy czym po jakimś czasie kiedy dziecko jest jeszcze dość młode rozstają się, ono na tym najbardziej cierpi bo już rozumie co się dzieje i moim zdaniem lepiej dla takiego dziecka byłoby gdyby od początku wiedziało że mieszka tylko z jednym z rodziców. Kolejny powód "co ludzie pomyślą?" tyle że obecnie to już raczej rzadkość, ale zdarza się, czy też to presja wywierana przez rodzinie którzy twierdzą że "tak żyć nie można". No i często ludzie też biorą śluby tylko po to aby nie być na przyszłość samotnymi, co też moim zdaniem jest kiepskim pomysłem bo znów często to średnio przemyślana decyzja i efekt jest różny, a znam parę osób, którzy to "muszą być w związku".

"Mózg okryty jest twardą skorupą z kości, trudną do złamania,
ale bezbronną wobec tego co zżera go od środka."

Offline Liviena

  • Elf
  • Wiadomości: 468
  • Reputacja: 6
Odp: Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 13, 2010, 16:10:57 »
Ślub z powodu tzw. "wpadki" uważam za głupotę, to fakt. Chyba, że faktycznie rodzice dziecka się kochają, znają się wystarczająco długo i naprawdę chcą ze sobą być, to wtedy może to być jedynie powód przyspieszający niejako tą decyzję (tak jak to było w jednym przypadku w mojej rodzinie; para była po zaręczynach już, mieli ustaloną datę ślubu, a ciąża dziewczyny tylko ją przyspieszyła o kilka miesięcy).

Shaw napisał, że on wcale nie odczuwa "wysypu" ślubów - ja natomiast i owszem. Rok 2010 obfitował we wszelkiego rodzaju śluby i zaręczyny... Ślubów z udziałem mojej rodziny/znajomych w rolach głównych było pięć (z czego na trzy byłam zaproszona, udział wzięłam w dwóch), a zaręczyło się też z cztery czy pięć par. Kilkoro dzieci też się urodziło, ale nie aż tak dużo :P
Obłęd po prostu.

Moje podejście do małżeństwa? W tym wypadku romantyzm miesza się jakby trochę z pragmatyzmem... Bo która dziewczyna nie wyobrażała sobie siebie w białej sukni, z ukochanym u boku (ślub, muzyka, obrączki, te sprawy:) )? Chciałabym, pewnie, że chciałabym wyjść kiedyś za mąż. Nawet bardzo. Oczywiście z miłości; ta przysięga i obrączki jako symbol są bardzo ważne dla mnie. Jednak życie co chwilę mnie sprowadza na ziemię, pozbawia całej wzniosłości i w ogóle... Człowiek się martwi, czy to na pewno ten/ta, czy skończy studia, czy da radę znaleźć pracę, czy będzie odpowiednio zarabiać, czy da radę utrzymać rodzinę i w ogóle. Samo życie odbiera cały ten polot i magię. Wydaje mi się, że psychicznie byłabym w stanie "sprostać" instytucji małżeństwa nawet w tej chwili, no ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę ;) Bo po co brać ślub, skoro trzeba by było żebrać u rodziców? Bez sensu trochę.

A co do samych zaręczyn - niby nie zmienia to nic w sensie prawnym, niby to tylko jakiś tam pierścionek, ale to również jest dla mnie ważne i prawdę mówiąc mogłabym takowy dostać nawet zaraz :D To też jest swojego rodzaju przyrzeczenie, "zaklepanie" sobie drugiej osoby (głupio zabrzmiało, ale de facto tak jest przecież ;)). No i poważniej przecież brzmi "oto mój narzeczony/moja narzeczona" niż "to jest mój chłopak/moja dziewczyna", prawda?
Nie drażnij Lwa, bo Lew to ja!

Offline Mia

  • Łowca
  • Wiadomości: 1715
  • Reputacja: 24
    • Yeah!
Odp: Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 05, 2011, 12:09:33 »
'Nie wierzę' w śluby. Jestem zdania, że człowiek zmienia się codziennie, co kilka minut, że każde doświadczenie zmienia. Jak więc mogę komukolwiek obiecać, że będę go kochać (kwestia miłości to już inna sprawa - generalnie też nie wierzę) za miesiąc, a co dopiero za rok, dziesięć czy pięćdziesiąt lat? Kiedyś instytucja małżeństwa była potrzebna społecznie - kobieta zajmowała się potomstwem, a mężczyzna utrzymywał rodzinę. W czasach, kiedy po pierwsze obie płcie doskonale radzą sobie samodzielnie (jeśli chodzi o kwestię materialną), a po drugie chrześcijaństwo i wartości takie jak honor, miłość, poczucie obowiązku zamierają, dzisiejsze małżeństwo wydaje się karykaturą jego prototypu. Osobiście mogę stwierdzić, że jestem negatywnie nastawiona do ślubów. Tworzy to tylko fałszywe poczucie bezpieczeństwa, ludzie oszukują się, że zawsze będą mieć kogoś przy sobie, a potem zostaje rozczarowanie. Co prawda trudności wynikające z rozwodu, sprawiają, że wiele par mimo braku miłości mieszka nadal ze sobą i jakoś współegzystują (często nawet pozostają przyjaciółmi), ale ja wolałabym mieć tę wolność, żeby w każdej chwili móc ułożyć sobie życie tak jak chcę. Można powiedzieć, że małżeństwo tak jak do zdrady prowokuje do rozwodu. Pozostawienie drugiej osobie jak największej wolności jest moim zdaniem bardzo dobrym rozwiązaniem.
Nie rozumiem ludzi, którzy nie hodują jednorożców.