Najbardziej podzielam zdanie Animal, a zwłaszcza element na który zwróciła uwagę.
Alder, bycie ascetą nie wynika z tego, że komuś coś po prostu do łba uderzy i powie sobie: nie będę robił tego, czy tamtego. To wynika z jakichś głębszych pogódek
Temat jest raczej zarysowany w kontekście wstrzemięźliwości, siły woli, ewentualnie walki z nałogami. Autor pisząc o ascezie poniekąd wyklucza jej bardzo istotne elementy.
Jeżeli już miałbym odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrafiłbym żyć jak asceta... hmm, to tak jak z pytaniem czy potrafiłbym zabić. Nie wiem, dowiedziałbym się dopiero gdybym spróbował, bądź byłbym zmuszony. Asceza to głęboka i wielowarstwowa sprawa. Myślę że mam silną wolę, ale to nijak ma się w praktyce i nie ułatwia odpowiedzi. Wydaje mi się, że nie posiadam odpowiednich czynników motywacyjnych, czegoś co by mnie pchnęło w tym kierunku. Idąc intencją autora wątku, czyli przy wykluczeniu głębszych kwestii ( co jest dla mnie abstrakcją w tym temacie ), to wręcz jestem pewien że droga ascezy byłaby nie dla mnie, ponieważ wtedy upatrywałbym w niej tylko świadome i bezsensowne zadawanie sobie cierpienia.