Pomijając spijanie pianki w dzieciństwie - w 15 urodziny wypiłam piwo xD [jakoś mi to żałośnie brzmi, ale cóż zrobić jak tak było]. Lech to był i ledwie go wmęczyłam, bo strasznie nie lubiłam piwa. Pamiętam, że piłam go z moją ówczesną świetną kumpelą w krzakach na szybko.
A z takim bardziej alkoholowym motywem to zaraz po tych urodzinach wypiłam pół przecudownego wina za 3,50 w którym zakochałam się bez opamiętania. Chichrałam (ch?) się, że mam widok jak z tych kamerek co mają np. sportowcy do kasków przyczepione i wszystko się telepie xD i, że chodniki za szerokie. Pamiętam jak wtedy wróciłam po 19 do domu (bo niby byłam na angielskim) i siedziałam przy biurku udając, że czytam i biedna zmartwiona mama pytała czy wszystko ok.
A miłość moja do wina ciągnęła się wtedy długooo i nigdy nie zapomnę miesięcznego ponad maratonu chlania win dzień w dzień po szokole. Przychodziłam o 15 ze szkoły, jadłam, wychodziłam, wracałam narąbana koło 19 i szłam spać...
Ah, młodość to piękny okres xD - człowiek tylko niedogodności, upokorzeń, idiotyzmów i katastrof rozumie całkiem inaczej, a zwykle nie dostrzega ich nawet
