Kiedy byłam o wiele głupsza-a to było całkiem niedawno- mogliście mnie nazywać 'jeden wielki kompleks'! Byłam dla siebie za gruuuuba, za brzydka, z krzywym nosem i czym tylko moża było się jeszcze nazwać. Potem schudłam 10 kilo (wierzcie lub nie, ale absolutnie bez odchudzania się- po prostu dojrzewanie) i kompleksy dalej były.
jednak przyszedł też czas, że dojrzałam również psychicznie i stwierdziłam, że to, co myślą o mnie inni- nie powinno mnie obchodzić, bo nikt nie jest doskonały, a ci najwięksi 'krytykanci' z reguły leczą wytykaniem innym ich 'ubytków' swoje kompleksy. Co więcej- polubiłam się. Całą. Z moim noskiem, dużymi stopami i szerokimi biodrami. I uwierzcie- jeśli tylko zaczniesz podobać się sobie- inni też będą widzieć cię piękną/przystojnym : )
Operacja- odpada! Bo najważniejsza jest naturalność, choćby z odrobinę mniej jędrnym biustem niż sylikony. Przykład może trochę ekstremalny, ale dla mnie prawdziwy.
Z resztą, jak mawia przysłowie-każda potwora znajdzie swego amatora.
A ci, którzy mówią mi 'zrób ze sobą ro, albo tamto' spotkać się mogą tylko z szyderczym uśmiechem z mojej strony.