O! Jakiego ja miałam kiedyś kaca! Co prawda często w ciągu mojej kariery alkoholika zdarzały się bóle głowy, mięśni, brzucha, helikoptery, suchość w ustach, uczucie kapcia, smród przetrawionego alkoholu, drgania rąk, wzmożone pragnienie ('Kto nigdy nie miał kaca, nie zaznał cudownego smaku wody'), chęć wyrzygania zawartości żołądka z kilku poprzednich godzin, najlepiej razem z jelitami i przełykiem, brak apetytu i chęci na papierosa - słowem wszelkie objawy syndromu dnia następnego... ale! Ale tylko raz w życiu przeżyłam prawdziwego kaca mordercę, cudem unikając śmierci. Obudziłam się zlana zimnym potem (prześcieradło i kołdra były calutkie mokre), całe moje ciało drżało, zrobiło mi się tak potwornie słabo jak to tylko możliwe, prawie straciłam przytomność. Mama ratowała mnie przez dwa dni herbatą z cytryną. Nigdy! Zaprawdę powiadam wam - nigdy nie pijcie dużych ilości alkoholu, kiedy macie gorączkę! To było dwa lata temu, a ja przez około rok nie mogłam patrzeć na wódkę, która wcześniej była moim ulubionym alkoholem.
Na ogół kaca miewam po... alkoholu. Nie wiem, od czego zależy, czy na drugi dzień obudzę się z kacem. Na pewno od ilości, która na to chyba najbardziej wpływa. Ale czy od mieszanki? Nie raz łączyłam różne alkohole i dnia następnego funkcjonowałam jak ta lala. Zauważyłam jednak, że kiedy nie pamiętam połowy wieczoru, to rano budzę się zdrowiusieńka, niezależnie od tego, ile i co piję.
Sposoby na kaca? Nie mam jakichś szczególnych. Coś ciepłego do jedzenia i gorąca herbata z cukrem i cytryną - tym się leczę.