Cóż. Może i złapałam faceta na swoje wydurnianie się, ale on jednak swoim szaleństwem nie dorównał mojemu, z racji tego, że już nie jesteśmy razem. Tzn. ja już nie chciałam być z nim, co go zupełnie zaskoczyło, bo myślał, że przecież wszystko jest okej.
Kolejny związek, w jaki się wdałam, również zaowocował tym, że zachowywałam się nie inaczej, jak tylko ja potrafię, czyli po zwierzęcemu, co jest dla mnie dość normalne. I znowu kolejny dał się nabrać! Tzn. złapać na haczyk. I nie wiem teraz, czy mam z nim być, czy nie, bo chyba mu przestało zależeć. Trudno, ja się nie będę bawiła w kotka i myszkę.
Ale teraz chyba sama wpadłam. Ktoś, kto podrywać mnie nie chciał, kogo podrywać ja sama również nie miałam zamiaru spodobał mi się. Chyba nawet za bardzo. Szkoda tylko, że uczucia tamtej osoby raczej są w stanie odwrotnym do moich - jemu już prawie przeszło - mi się dopiero zaczęło...