Szczerze was podziwiam. Ja się dzieci zwyczajnie boję. Jak wlepiają te ślipia straszne, ślinią się, płaczą, gulgoczą, włażą pod nogi... brr! A najgorzej, jak dziecior czegoś chce; nie wiem wtedy dokąd uciekać. Przerażają mnie małe dzieci. Jak nauczą się mówić, jest jeszcze gorzej, ponieważ jakby nie patrzeć, niemowlak jest cokolwiek nieszkodliwy i większość czasu śpi. Ciarek dostaję jak trafię na grupkę z przedszkola; konwulsji, gdy natknę się na podstawówkę, torsji w przypadku gimnazjum (choć to, po części z innych powodów).
Dlatego nie zamierzam mieć dzieci. Jak już kiedyś coś, to kaktusa.
Co do niechcianej ciąży - zależy od warunków.
Jeżeli ciąża jest niechciana, bo jest powodem gwałtu, czy też wiadomo, że nie da się dziecku zapewnić nawet minimum, czy miałoby być to trzecie dziecko z jakąś chorobą, która je praktycznie wyklucza ze społeczeństwa itp - wcale nie gromiłabym matki za przerwanie. Z zastrzeżeniem, że nie wtedy, kiedy dzieciak mógłby już (teoretycznie i przy pomocy respiratora, ale jednak) przeżyć poza łonem matki.
Trzeba wziąć też pod uwagę, że rodzice z dzieckiem, jak to się mówiło, specjalnej troski zostają najczęściej z problemem sami. Kościół i prawicowe organizacje wielce zawzięcie będą bronić życia "dziatek nienarodzonych", ale jak już dziecko się urodzi, urodzi dajmy na to z zespołem Downa, nagle wszyscy umywają ręce i "sobie dzieciaka zrobiłaś, to sobie radź", co jest wstrętne.
Kończąc offtop - skoro nie chcą pomóc, niech przynajmniej nie utrudniają, bo nie wyobrażam sobie, jak można na kimś wymusić władowanie się w bagno i zostawienie, a niech się topi.