To może trochę moich ustaleń. Imiona pogrubione, dialogi od myślników, kursywą, gramy jak najbardziej klimatycznie, po swojej wypowiedzi raczej czekamy na moją (no chyba, że rozgrywka tego nie wymaga). Teksty poza sesją (ufam, że takich nie będzie, ale różnie się zdarza) w [nawiasach kwadratowych]. Aha, każdy ma swój kolor, będzie lepiej widać co do kogo. Po Waszych pierwszych postach poprawię ten - Wy piszecie swoim kolorem, ja piszę Waszym do Was i normalnie do wszystkich. Narracja trzecioosobowa, fajniej wygląda. Dbajmy o język wypowiedzi i ich klimat. To tyle.
Dramatis personae:
Kubvard
Wojownik, człowiek z domieszką krwi elfickiej.
Hareward
Bard, człowiek.
Julus Maximus
Skrytobójca, szary elf.
Scoti
Wojownik, człowiek.
Była późna wiosna. Zwyczajny gwar i szum wielkiego miasta wdzierał się w najmniejsze kąty. Iranitas żyło, a jego puls bił szybko i nerwowo. W porcie zaroiło się od statków, więc wszyscy chłopcy na posyłki, tragarze i drobne złodziejaszki śpieszyli w tamtą stronę.
Na rynku wrzało. Tłum cisnął się, byle bliżej straganów. Posłańcy musieli kierować sobie drogę siłą. Niejedna gospodyni, która niosła zakupy, straciła swój dobytek, niejedna buda jarmarczna runęła pod naciskiem masy ludzi.
Na skraju morza ludzkich głów stała karczma 'In saecula saeculorum'. Była tam prawie od zawsze. Podobno starsza niż samo miasto, gospoda skupiała cały element miasta, jednak szanujący się przestępcy raczej unikali tego lokalu, wybierając lokalny, dobrze prosperujący zamtuz. Wiele tam było również podróżnych, a wieczorami przychodzili i zwykli mieszkańcy. W małej izbie było gwarno i tłoczno.
Po ciężkim dniu pracy Kubvard postanowił zajść do karczmy 'In saecula saeculorum', gdzie zdarzało mu się czasem bywać. Do zmierzchu pozostało jeszcze trochę czasu, toteż jedno czy dwa piwa wydały mu się ciekawą perspektywą. Gdy czekał na piwo, podeszła młoda, ładna służka i podała mu kufel, wraz z karteczką, której treść głosiła: "Wyjdź przed karczmę, gdy skończysz pić. Przyjaciel"
Hareward siedział w rogu karczmy 'In saecula saeculorum', przy rynku Iranitas. Nudziło mu się, toteż grał na jedej ze swych piszczałek smętną melodię. Od czasu do czasu ktoś podchodzi, rzucał mu monetę, niektórzy proponowali, żeby przysiadł się do stolika. Jedną z tych osób był czarno ubrany mężczyzna w średnim wieku. Podszedł i skinął ręką na dziewkę służebną, by podała piwo. Zwrócił się do Harewarda w te słowa:
-Musimy porozmawiać. Gdy skończysz pić, wyjdź przed karczmę. Wyjdzie ci to na dobre - po czym wstał i wyszedł, rzucając dziewczynie niosącej dwa kufle kilka monet.
Julus Maximus przeciskał się w stornę karczmy 'In saecula saeculorum' przez tłum, który tłoczył się na rynku. Przed samymi drzwiami za ramię złapał go jakiś mężczyzna i odciągnął na bok, nakazując gestem milczenie. Julus poznał w nim gońca i egzekutora gildii skrytobójców, do której nie należał - wolał działać sam.
Scoti siedział przy barze i pił kolejny kufel piwa. W pewnym momencie ktoś podszedł i przysiadł się. Zamówił dwa piwa i zaproponował jedno Scotiemu z uśmiechem na twarzy.