Ja może nie tak drastycznie od razu, bo mimo wszystko kontynuuję oglądanie, głównie dla tego niesamowitego klimatu i co tu dużo ukrywać, zastanawia mnie jak potoczą się losy Daryla (mojego ulubieńca od pierwszych odcinków) i Glenna.
Dziewiąty odcinek moim zdaniem był najlepszy! Pogłębiający się kryzys miedzy Rickiem i Shanem, chyba przybierze charakter otwarty. Intrygująca była końcówka i dosyć dwuznaczne podżeganie Ricka przez Lori, by wziął sprawy w swoje ręce i "bronił rodziny." Tym bardziej, że widziałam promo kolejnego odcinka i nie mogę narzekać! Czekam tylko na premierę

W drugim sezonie pojawiają się jakieś barwne postaci? ( Pomijając grupkę trzymającą zombie w stodole. )
W ósmym odcinku zrobiło się gorąco, bo oprócz walki z Walkersami 'drużyna Ricka' będzie miała problemy również z innymi i tym razem: żywymi ludźmi.
Przygarną jednego gościa, ale co się z nim stanie dowiemy się dopiero w dziesiątym odcinku. Pojawiły się dwie nowe postaci, ale niestety nie na długo, cała nadzieja jest teraz tylko w tym, jak rozwiną koncepcję z tym młodym chłopakiem (przygarniętym). A wygląda na to, że mają duże możliwości.
Niestety moim zdaniem serial mało oryginalny, no może nie jako serial, bo chyba nie znam innych seriali o tej tematyce, ale wiele motywów pokazanych w tym serialu niestety widziałem już w filmach o zombie.
Zgadzam się i to przede wszystkim uderzyło mnie z tym motywem, kiedy Rick i Glenn "ubrali się" w wnętrzności Walkersów - zupełnie jak "Świt żywych trupów." I jest pewnie jeszcze więcej takich elementów, ale od tych filmów, Walking Dead wyróżnia wspomniany wcześniej przeze mnie: klimat. Jakby śniło się strasznie długi koszmar i nie mogło z niego wybudzić. I to jest dla mnie magnesem, dzięki któremu wiele niedociągnięć mogę wybaczyć, chociażby np. to, że jak byli w tym centrum badań nad lekiem, to doktor pokazywał im, że Walkersi mają "żywy" jedynie CHYBA (nie pamiętam już) pień mózgu, który jest sobie w odpowiedniej części głowy. No i tutaj pojawia się moja wątpliwość: bo oni mordują Szwendaczy kulami/strzałami/długopisami/nożami, itp. I celują w różne części głowy, np. w oko - i tak myślę, jak to możliwe, że w jakiekolwiek miejsce nie uderzą, Szwendacz pada martwy, jakby za każdym razem trafiali w pień. Anatomem nie jestem i może dlatego wydaję mi się to dziwne. No cóż.