Genialny, cudowny, fantastyczny etc. Prawdopodobnie najzabawniejszy serial jaki dane mi było oglądać, humor zaprezentowany w HIMYM bardzo mi odpowiada. Sympatyczne postacie, każda z jakimiś swoimi dziwactwami, każda wzbudza sympatie. Osobiście tylko Robin mi średnio przypada do gustu, jakaś taka jest... nijaka. Trochę niby żeńska wersja Barney'a; tak jak on uważa, że jest "awesome", nie cierpi dziewczyn ładniejszych od siebie itp. No i dała się złapać na "naked mana"

Jak Mia słusznie zauważyła, serial wiele zyskuje dzięki zastosowaniu retrospekcji. Najlepszym przykładem jest tu odcinek w którym Ted trochę za mocno zabalował i potem ustalał, co właściwie robił poprzedniego dnia - widz powoli dowiadywał się kolejnych faktów (chociaż skąd się wziął ananas, wciąż nie wiadomo

).
Moją ulubioną postacią jest Marshall. Niby takie duże dziecko, idealista chcący swoją pracą chronić środowisko (tylko dla tego poszedł na studia prawnicze) a jednak potrafiący zadbać o swoją wybrankę no i, jak dowiadujemy się w jednym z odcinków, potrafiący nieźle przyłożyć

Poza tym miłość jego i Lily jest tak romantyczna, że chyba bardziej się nie da. Przypadkowe poznanie w akademikach, zakochani od pierwszego wejrzenia spędzają ze sobą resztę życia - mało wiarygodne, ale piękne. No i bądź co bądź, Marshall jest całkiem zabawny. Oczywiście nie aż tak, jak Barney, ale z pewnością bardziej od Robin.
Jak ktoś nie widział to powinien to zrobić, bo naprawdę warto. Kilka słabszych odcinków, ale zdecydowana większość powoduje niekontrolowane, spazmatyczne wybuchy śmiechu. Aha, i odradzam oglądać wersję z lektorem - serial traci połowę uroku.