Niohoho
Zaczął się na dobre wysyp grzybów i co 2 dni wracam do domu z pełniutkim wiaderkiem pięciolitrowym, po 2-3 godzinach w lesie. Uwielbiam grzyby zbierać. A potem je jeść

choć marynowanie ich uważam za marnowanie, bo ocet zabija smak grzybka...
Wracając do samego zbierania: mama mówi, że ze mną chodziła na grzyby, jak jeszcze w wózku byłam

, tata też jest doświadczonym grzybiarzem, to i nic dziwnego w sumie, że lubię i umiem zbierać grzyby. W okolicznych lasach mamy swoje rodzinne miejsca, w których zwykle przy sprzyjających warunkach znajdujemy dokładnie to, czego szukamy (chodzi raczej o konkretne gatunki grzybów, niż grzyby ogólnie). Czasami, jak chodzę sama zdarza mi się zapuszczać dalej w las i też udaje mi się znajdywać. Bywa też, że jeździmy całą rodziną w trochę dalsze lasy, tam też umiem zbierać, choć konkretnych miejsc nie znam. Raz z takiej wyprawy wróciliśmy z bagażnikiem pełnym grzybów, bo kiedy skończyło nam się miejsce w wiaderkach, wróciliśmy do samochodu, opróżniliśmy wiaderka i wróciliśmy do zbierania.
Myślę, że najlepiej zbierać grzyby właśnie do wiaderek, bo w reklamówkach się gniotą, a kosz nawet pusty swoją wagę ma, a co dopiero napełniony.
I kurcze jakoś zawsze tak jest, że więcej chętnych jest do zjadania grzybów, niż ich zbierania, nie wspominając nawet o ich przebieraniu po powrocie z lasu...
Się rozpisałam o_O