Miałam jechać dziś nad wodę ze znajomymi, ale nawet jeśli pogoda wypali, to i tak nie pojadę, bo przyjechała do mnie rodzina i głupio tak ich zostawiać na cały dzień (szczególnie, że nie widziałam ich ponad dwa lata). A niedziela jest jedną wielką niewiadomą.
Za to poprzedni weekend był dość obfitujący w wrażenia (jak na moją dość nudną osobę). Zaliczyłam trzy incydenty na mieście (pierwszy wypad na rynek w Rybniku, tiaaa), zostałam 'pobita' i miałam śliwę pod okiem, byłam na fajnym ognisku, dwa dni jeździłam nad wodę, przebito mi ponton, co kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi. Było dość zaskakująco, ale raczej nie chcę tego powtarzać.