Dzwonki chromatyczne (popularne 'cymbałki' zresztą niepoprawnie tak nazywane)
Kocham Cię.
Nic dodać nic ująć.
Usilnie staram się wykorzenić tą błędną nazwę ze wszystkich wokół z raczej miernymi efektami. Cieszę się, że mam w Tobie sojusznika ^^,
A co do instrumentów, na jakich już grałam, to kilka się ich zebrało:|
- gitara - tu wyniki są mierne, a nawet niedostateczne, rzekłabym. Zdarzyło mi się zagrać parę akordów, ale nie uznaję tego za "umienie". Jedyne, co potrafię porządnie na gitarze zrobić, to ją nastroić. And that's all
- fortepian, tudzież pianino. Jak zwał, tak zwał. Wciąż się uczę, nauka trwa od 10 roku życia, czyli będzie już 11 lat z kawałkiem, chociaż przyznam się, że jak miałam lat 5, to mama kupiłam nam małe pianinko elektryczne (czyt. kibordzik z obrazkiem Michaela Jacksona na pudełku) i łoiłyśmy z siostrą w te biedne klawisze

- skrzypce - grałam 2 razy całe "Poszły w pole kurki trzy". Dodam, że nieczysto i bez prawidłowego ustawienia ręki na pozycjach

- flet poprzeczny - tu się zaczyna dzika przygoda, kiedy moja siostra uczęszczała do muzycznej właśnie w klasie fletu poprzecznego. Kiedyś potrafiłam zagrać całą kolędę, nawet dwie, teraz nie pamiętam, jak się prawidłowo do niego dmucha... >.>
- flet prosty - obcykany miałyśmy z siostrą fest, obecnie nie posiadam fletu prostego w domu, z racji takiej, że stary się połamał, a ja nie mam czasu, żeby sobie jakikolwiek kupić i na nim grać. Dodam, że na flażolecie też grałam, ale nie wymieniam go osobno, bo on prawie taki, jak flet prosty ;-)
- perkusja - i tutaj, moi drodzy, zaczynają się schody. Moja historia z perkusją zaczęła się w wieku 5 lat, kiedy to mój tato zrobił dla mnie pałki. Wyciągałam mamie wszystkie gary z szafki i naparzałam jak Zwierzak z Muppetów ^^,
Potem był okres, kiedy pianino zdominowało moje gusta muzyczne (miały być skrzypce, ale 3 dni przed nowym rokiem szkolnym złamałam sobie lewą rękę, a miałam iść wtedy właśnie do klasy skrzypiec).
W gimnazjum zaś zakochałam się na zabój w grupie instrumentów
- afrykańskich:
* djembe, moja miłość, mój skarb. Mój bęben nazywa się Kiara

Typowo solówkowy, ściągany z Ghany. Nawet nie czuję, kiedy rymuję
* balafon - instrument MELODYCZNY, chociaż cała ta melodyka pozostawia wiele do życzenia. Nie zagra się na nim Bacha, ani Chopina, to Wam obiecuję
* marakasy, przeszkadzajki różnego typu od koszyków, poprzez grzechotki z tykwy (Cabasa) na shakerach z naturalnych tworzyw skończywszy
- darbuka - ochhh, to była miłość od pierwszego wejrzenia! Darbuki to wspaniałe instrumenty perkusyjne, lekkie, poręczne, zgrabnie wykonane to dzieła sztuki! Wydają miły, czysty dźwięk, często używane do solówek. Kocham!
- perkusja - tutaj muszę się rozmienić na drobne, bo tych instrumentów było całkiem sporo!
* zestaw perkusyjny - czyli nie owijając: werbel, bass drum (centrala), tomy (high & low - wysoki i niski; tu chodzi o wysokość granego dźwięku), floor tom (kocioł) i wszelakiego rodzaju żele (talerze) ride'y, splashe, crushe i inne srashe. Dodatkowo jeszcze hi-hat, nieprawidłowo nazywany breakmaszyną (break machine to część hi-hatu: stopa + mechanizm poruszający)
* marimba - to był pierwszy klasyczny instrument perkusyjny melodyczny, na którym miałam okazję zagrać. Oczywiście zakochałam się bez pamięci

* ksylofon - wspaniałe drewniane cacko, brzmienie wwierca się ucho przy zbyt twardych pałkach
* wibrafon - moja miłość namber łan w melodycznych instrumentach perkusyjnych
* kotły orkiestrowe - cudoooo... Sprężyste odbicie pałek, zamachy, aksamitne brzmienie... MRah!
* dzwonki chromatyczne - wspomniane już wcześniej. Cymbały to instrument strunowy szarpany
* bongosy - dwa bębny o niedużej średnicy złączone razem
* kongi - najszybciej skojarzycie po zespołach latynowskich

* przeszkadzajki: shakery, marakasy, kastaniety, zaklinacze deszczu, terkotki, agogo (typowy do grania w sambie), janczary, trajkotki, na tamburynie to chyba grał każdy, jako ciekawostkę wspomnę o dzwonkach chińskich, czyli czajmsach (chimes)-jak byłam mała, to chodziłam z ojcem do sklepów muzycznych głównie po to, żeby przejechać po nich ręką. Widziałam wtedy tęczę, jak boga kocham

No i TRÓJKĄT

- kontrabas - stał w sali, w której miałam zajęcia z dzieciakami. Ileż razy próbowałam go nastroić... Ło matko! Ale zagrałam "poszły w pole...", chociaż przyznam, że tak fałszywie, to jeszcze nigdy nie grałam

A przede wszystkim, to specjalizuję się w grze na NERWACH. To mój ulubiony instrument. Bardzo często na swoich sama gram, ale raczej preferuję w nerwach innych ludzi. Czasem nieświadomie, ale zazwyczaj przeciwnie. ^^,
Taki ze mnie złośliwy człek.
PS Niezły esej wyszedł
