W całym tekście linkuję kilka ciekawych odnośników do różnych stron mówiących o ACTA i sprawach z nią związanych - należy to przeczytać, żeby wiedzieć o czym mówię.
Od paru dni śledzę ten temat. Dopiero dziś miałam możliwość zapoznania się z tą
umową w języku polskim. Dużo w temacie wypowiada się Krzysiek Gonciarz na swojej
stronie internetowej (tekst 'tajemniczo' zniknął, więc wklejam
kopię ze strony JKM) oraz na
kanale You Tube (polecam filmiki, facet dość medialny, miło się go ogląda i słucha). Chłopak myśli zdroworozsądkowo, chociaż nie do końca zgadzam się z jego lekceważącą postawą w stosunku do
Anonymous (daję link do polskiego odłamu na FB, bo tych Twitterów nie ogarniam za bardzo).
Jako laik pewnie sama nie dopatrzyłabym się żadnych
możliwości nadinterpretacji czy w ogóle zagrożeń w tym dokumencie; prawdę mówiąc niewiele z niego rozumiem. Jednak kiedy porównuję jego zapisy z wypowiedziami ekspertów (
GIODO czy
Piotra Waglowskiego, na którego stronie znajdują się chyba wszystkie najważniejsze i przede wszystkim zweryfikowane informacje na ten temat) rzeczywiście sądzę, że można dostrzec nieprawidłowości. Najbardziej jednak martwi mnie to, że cała sprawa była długo
utajniona (w sumie do dziś nie wiadomo jak wyglądają wszystkie materiały dotyczące samego procesu zawierania ACTA), a głosowanie
wyglądało jak wyglądało.
Sprawa jest dość skomplikowana, jest dużo emocji i nie wiadomo, kto w końcu mówi prawdę. Podłoże polityczne oraz społeczne do 'walki o wolność w internecie' opisał w całkiem zabawny (a jednak da się) sposób bloger
Andrzej Tucholski, jeszcze przed rozgłosem medialnym (na blogu znajduje się także jego konkretna
wypowiedź o ACTA).
Jest wiele stron tego sporu, a w ich historii są dodatkowo różne wątki, które nakładają się na siebie. Z jednej strony są internauci:
* niektórzy statyczni, próbują się dowiedzieć, co to ta ACTA w ogóle jest i kombinować co tam dalej,
* niektórzy znerwicowani i spanikowani, bo nic nie wiedzą, nie czytają, tylko słuchają bzdur i je powielają jak to wszystkie strony nagle padną i nie będzie niczego (a szczególnie to żal seriali i pornosów), poczuli ducha wyzwoleńczego i warczą ile sił w gardłach,
* niektórzy zdenerwowani przede wszystkim na sprzedajność tych szmat z rządu i czują potrzebę zmian, protestują w internecie, wychodzą na ulicę,
* Anonymous, których sama nie wiem, do której grupy przypisać, może tworzą własną grupę - w każdym razie są to ludzie, których też pobudki nie są znane (czy za ich działaniem stoi szaleńcza, moim zdaniem chyba czasem zbyt nienawistna, walka o wolność słowa czy firmy typu MegaUpload?).
Z drugiej strony politycy, którzy próbują wmówić społeczeństwu wiele nieprawdziwych rzeczy:
* a to strony internetowe są bezpieczne, nie ma żadnych ataków, po prostu w nocy z sobotę na niedzielę bardzo wiele osób lubi sobie pofapować do stron rządowych,
* a to na początku ACTA to taki sukces, a potem nagle wszyscy się wykruszają,
nikt nie podpisywał, nikt nic nie wie, za parę dni wszystkie winny wyparują z powierzchni Ziemi,
* a to jakieś niby przepisy jakimś cudem ważniejsze niż rodzime ustawy nie pozwalają Polakom dowiedzieć się, kto, jak i dlaczego reprezentuje ich bez ich wiedzy,
* a to dla dobra naszego narodu, w trosce o naszych bidnych jak myszy artystów, którym przemocą odbierane jest ich jakże cenne dobro, jakieś obce państwa tworzą dziwaczną umowę, o czym nie mamy zielonego pojęcia,
* a to w ogóle wprowadzana jest umowa, która przecież nic nie wprowadza (to po co to w ogóle?!),
* a Polski rząd wcale nie po to, żeby wylizać jeszcze trochę kału z amerykańskich tyłków, leci na łeb na szyję, żeby tylko podpisywać jak najprędzej,
* a to niby nie podpiszemy nic bez przeprowadzenia konsultacji i rozwiązania wszystkich wątpliwości, ale jednak podpiszemy, a potem będziemy się zastanawiać, co podpisaliśmy (to to już w ogóle powinno zdegradować Tusków do stadium robaczków i wśród narodu, i na arenie polityki międzynarodowej, i nawet sam Bóg powinien ich palcem swym popieścić, bo nawet głupie podpisanie umowy handlowej na szczeblu najmniejszego przedsiębiorstwa przed zastanowieniem się nad konsekwencjami jest niedopuszczalne),
* a to w ogóle
MUSIMY podpisać (w tym artykule jeszcze trochę o organizacjach pozarządowych, które sprzeciwaiją się ACTA), bo
wszyscy podpisują - widocznie umowa jest ważna nie od momentu jej podpisania (czy ratyfikacji), ale jeszcze wcześniej.
Takich 'a to...' pewnie się znajdzie więcej, jak coś mnie szczególnie wkurzy to dopiszę.
No i gdzieś w tle (ale czy na pewno tylko w tle?) są Holiłudy, ZAiKSy, Kokakole i
inne takie.
A już na samym koniuszku, zupełnie zapomniani przez ACTA, są autorzy, o których ponoć tu się wszystko rozchodzi (np.
Paweł Kukiz,
Grabaż i z zupełnie innej beczki
Zbigniew Hołdys).
Ja tam jestem za tym, aby prawo autorskie było i było egzekwowane (twórcy mają prawo do wynagrodzenia za swoje dzieło - to oczywiste). U nas prawo autorskie jest, ale nawet na tym szczeblu, który mamy (a nasze przepisy mimo bubli prawnych są i tak o wiele bardziej konkretne niż ACTA), polskie służby nie są w stanie zapanować nad jego nadmiernym łamaniem. Dlaczego? Odpowiada
Janusz Korwin-Mikke, z którego głównym przekazem jak najbardziej się zgadzam - prawo powinno być tworzone tak, aby policja i prokuratura były w stanie poradzić sobie ze ściganiem i karaniem winnych, a nie w taki sposób by było jedynie martwym lub ledwo żywym przepisem. Ma być proste i nie może przekraczać prawdopodobieństwa wykonalności.
Jak pisałam wyżej, nie wiem dokładnie, co tak naprawdę ACTA może wprowadzić w życie. Jednak ze względu na niewyobrażalny poziom zaniedbań (czy celowych? Sądzę, że tak => patrz zamknięte rozmowy, brak informacji i konsultacji publicznej i skandaliczny poziom wyborów) oraz ogromne wątpliwości, które niezależnie od siebie ma wielu różnych znających się na rzeczy ludzi, jestem ACTA zdecydowanie przeciwna (co nie znaczy, że jestem przeciwna w ogóle ustawom o prawie autorskim - inna forma, inne przepisy zapewne mogłyby usprawnić tę kwestię w Polsce). Dla mnie osobiście walka (czyli sama złość na to) z ACTA to nie jest walka z jakimś tam poszerzeniem zakresu praw autorskich (patrz: brak stron takich jak iitv.info, co ja tam akurat bardzo lubię i korzystam), nie jest to nawet walka o wolność słowa w internecie (chociaż przy okazji tak, ale nie jest to główny cel - mój), ani nawet o brak inwigilacji (z internetu zawsze można przestać korzystać), ale JEST TO WALKA Z TYM CHOLERNYM SYSTEMEM, KTÓRY WYRAŻA ZGODĘ NA OFICJALNE OSZUKIWANIE I NIEINFORMOWANIE (DEZINFORMOWANIE) NARODU O TYM, CO SIĘ Z NIM DZIEJE, SPRZEDAWANIE SWOICH LUDZI ZAGRANICZNYM ORGANIZACJOM. Ja się powoli zaczynam czuć jak na farmie fanów na Fejsbuku. SUWERENNOŚCI NIE MA, DEMOKRACJI NIE MA, A ALBO MAJĄ BYĆ, ALBO JAK NIE MA, TO NIECH PRZYNAJMNIEJ NAM SPOJRZĄ W OCZY I PRZYZNAJĄ SIĘ DO TEGO NA TYLE GŁOŚNO, ŻEBY CAŁY ŚWIAT USŁYSZAŁ (i od tego niestety nigdzie nie ucieknę, a z kraju nie zamierzam wyjeżdżać, bo jakiś odsetek naszego społeczeństwa ma poprzestawiane w głowach)! Pomysł podpisywania tego czegoś bez wyjaśnienia nam, zwykłym obywatelom, jakie ma to przynieść konsekwencje (to pitolenie 'oj, to nic nie zmieni' to se mogą w tyłki powkładać, ja chcę konkrety! PRZED PODPISANIEM! BEZ DYSKUSJI! Bo powinnam mieć do tego prawo jako Polka), jest niedopuszczalny sam w sobie, a kiedy dochodzą do tego już dość zauważalne protesty społeczne, należy się przed nimi nie tyle ugiąć - bo politycy to powinni być reprezentanci, którzy nie powinni nawet mieć przed czym się uginać - ale wysłuchać ich i się z nimi zgodzić, bo na tyle (i moim zdaniem powinno to brzmieć 'tylko tyle') im pozwalają ich stanowiska - kiedy politycy sami nie wiedzą co robią, władza powinna płynąć od tych, którzy przynajmniej cokolwiek ogarniają i których dana kwestia dotyczy, w tym przypadku od nas. No, to tak poleciałam za głosem serca i wycisnęłam, co mi leży na komorach.
A tak dla śmiechu fragment programu
'Młodzież kontra' z 'Yyy eee yyy', 'Lepiej należeć do klubu niż nie należeć' i nieodłącznymi problemami technicznymi (czyli sygnał 'Zmień temat!').
Na koniec
ironiczna wizja przyszłości wg naszego ukochanego Martina Lechowicza (na jego stronie nieco poważniejszy
wpis).
Jeśli ktokolwiek przeczyta te moje wypociny, to odpiszta mi ładnie, z sensem, jak u Was wygląda ta kwestia. Jesteście za ACTA, przeciw? Co Wam się nie podoba? Na ile zagłębiliście się w temat? Co to zmienia w Waszych poglądach politycznych (w moich nic, jedynie nasila agresję)?