Tak jak przypuszczałem... Zmieniło mi się.
Chciałbym mieć syna. Patrzeć jak dorasta. Jak czesze moje włosy. Spogląda na świat oczami matki. Jak się ze mną kłóci. Jak szaleje za dziewczynami. Jak moje wnuki biegają po ogródku... Ale tego pewnie i tak nie doczekam

Jakiś czas temu coś we mnie się przestawiło i wiem, że dałbym radę zaopiekować się dzieckiem jak i całą swoją rodziną. Wiem, ze to niewątpliwie trudne ale uważam, że jestem już na to gotów.
Nie oznacza to jednak, że będę dążył do tego celu. Najpierw studia. Później praca a następnie się zobaczy jak się potoczy...
Co do bicia... Jak to się dzieci nie bije? Takie wychowanie jest o kant dupy roztrzaść! Wychowawcze klapsy jeszcze nikogo nie zabiły. Oczywiście wszystko z umiarem.
Już wiem, że nie będę dobrym ojcem. Za bardzo się będę wtrącał w życie swego dziecka. Nieświadomie będę próbował kierować jego wyborami i takie tam... Czyli totalne przeciwieństwo tego co miałem ja.