Pewno ta gra w dzieciństwie zabrała mi wiele godzin życia, jednak z czasem jakoś mi się znudziła, bo gdy po wielu latach powrócił do gier z pegazusa, tyle że raczej przez emulator to przy Mario spędziłem może z 15 minut i jakoś kolejnych powrotów nie planuje, nie to co z np Contrą, którą na komputerze ukończyłem już 3 razy. Mario jako gra na pegazusa miało jedną wielką wadę: mianowicie nie można było grać na dwóch, a główną zaletą tej konsoli było "łupanie" w dwójkę. Kakashi coś o tym wie, bo mieliśmy okazje przejść razem Contrę, Tanki i Dizzy'ego.
A Mario cóż... sympatyczna platformówka z absurdalną fabułą, bo mamy tutaj hydraulika walczącego z grzybami, który wcześniej zajmował ratowaniem kobiety przed Donkey Kongiem. Raczej gra mnie nie powala i nowe części nie zachęcają, Aaa... i dodam że Mario ma głupiego wąsa. Hah...