Jakiś niedługi czas temu obejrzałam "Salę samobójców" Jana Komasy. Podchodziłam z dużym przymrużeniem oka, bo żyję w przekonaniu, że polskie filmy to jedynie durne komedie romantyczne, albo zagłębianie się w nudnej martyrologii i wałkowanie wciąż wszystkiego na nowo. Nie ma już takich filmów jak "Sara", "Tato", "Kiler", itp. Chociaż ostatnio "Rewers" bardzo mi się spodobał. No i ta "Sala" budzi we mnie nadzieję. Bo sceptycyzm z mojej strony był przeogromny, a wcięło mnie tak, że pół nocy nie mogłam spać. Wreszcie film, który zajmuje się czymś więcej niż głupkowatymi intrygami i szukaniem 'miłości'. Zmusza do myślenia, a według mnie to powinno być jednym z głównych celów kina - nakłonić do refleksji. I "Sala samobójców" całkowicie spełnia moje oczekiwania. Dlatego polecam najmocniej!