Cóż, w moim przypadku, zdecydowanie... KINO! Poszłam ja w ślady ojca. Nic mi nie zastąpi magii wielkiego ekranu. (Choć szczerze przyznam, ostatnio przynieśli mi rzutnik do domu, czułam się PRAWIE jak w kinie).
Uwielbiam szelest ubrań, zbiorowe podskoki w momentach zaskoczenia, krzyki w trakcie chwil grozy, a zwłaszcza te głośnie "aaaaaach" westchnienia pań, kiedy jakiś przystojny aktor obnaża swój tors ^^.
Efekty dźwiękowe też mają swoją wartość.
Nie wiadomo jaki zestaw własnego dolby-surround w domu nie zastąpi nam tego kinowego ;-) (chyba, że macie kino w domu

).
Filmy w TV oglądam tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest puszczony na DVD, leci na HBO i jeśli jakość filmu jest dobra, do tego doborowe towarzystwo ;-)
Na komputerze oglądam filmy tylko, jeżeli nie mam już innej możliwości.