Dobra, co by nie mówić, to właśnie to anime, jakieś parę miechów temu pobudziło pogrążoną we mnie od dawna w letargu postać maniakalnego otaku. Jak dobrze, że pierwszą serię zgrałem sobie na płytkę. Fakt, 840x480 to nie jest wymarzona rozdzielczość, ale przy tak wybitnym tytule grafika zeszła na drugi plan.
Zamieszczę taką swoją mini recenzję, bo ponowne obejrzenie tego anime ukazało mi pewne szczegóły, na której wcześniej nie zwróciłem uwagi, a co za tym idzie: wyszło na to, że spodobało mi się nawet bardziej niż za pierwszym razem.
Kyahoo
Code Geass. Tytuł przez wielu znany i poważany, przez mniejszość uznawany za przecenianą serię. Ja, na szczęście, należę do grupy tych pierwszych maniaków anime. Tytuł ten oferuje wszystko, w co seria akcji powinna obfitować. Zacznijmy od fabuły, która nawet obejrzana powierzchownie sprawia wrażenie misternej intrygi. Świetnie zarysowane rozwijające się potęgi światowe. Dokładniej trzy - Imperium Brytyjskie, Chińska Federacja i Zjednoczona Europa. Jednym z ciekawszych zabiegów było oczywiście ukazanie Japonii, jako kraju zupełnie podlegającemu jednej z potęg - Imperium Brytyjskiego. Otwarta wojna z przeciwnikiem była jednak dla Japończyków niemożliwa, ze względu na zbyt dużą przepaść technologiczną, między nimi, a potęgą Imperium Brytyjskiego. Kraj kwitnącej wiśni stracił niemalże wszystko - swą nazwę, kulturę, flagę. Stał się Strefą 11, a jego mieszkańcy - 11-strefowcami, traktowanymi niczym psy, których nie dotyczą podstawowe prawa i przywileje człowieka. Głównym bohaterem jest o dziwo Brytyjczyk, nie japoński chwalebny wojownik walczący o wyzwolenie. Jednak ów brytyjski chłopak, którym jest Lelouch Lamperouge nie jest typowym przypadkiem Brytyjczyka. Z pozoru może wyglądać na typowego ucznia Akademii Ashford, ale tak naprawdę jest oddalonym od tronu księciem brytyjskim. Mimo swego pochodzenia i statusu pała nieskazitelną nienawiścią do całego Imperium. Gdy był mały, jego matka została zamordowana, zaś siostra w nieszczęśliwym ciągu wypadków, towarzyszącym śmierci matki straciła wzrok i została sparaliżowana. Jego ojca, samego Imperatora, sytuacja ta w ogóle nie obeszła, z czego wynikła kłótnia, przez którą Lelouch został oddalony od tronu. Jego późniejsze życie wyglądałoby pewnie najzwyczajniej na świecie: skończyłby szkołę, zdobył zawód, gdyby nie pewne wydarzenie, które zaważyło nie tylko o losach Leloucha, ale i całego światła. Warto też wspomnieć, że główny bohater jest mistrzem szach, a co za tym idzie - świetnym strategiem. Tym pewnym wydarzeniem jest otrzymanie mocy Geass od tajemniczej kobiety C.C. Moc ta, pozwala na wydawanie rozkazów komukolwiek, zupełnie podporządkowuje woli posiadacza. Dzięki niej Lelouch postanawia wszcząć rebelię przeciwko Imperium Brytyjskiemu. Tak o to zaczyna się jego historia, a zarazem jedno z najciekawszych anime, jakie dane mi było widzieć.
Samo anime jest prawdziwym majstersztykiem i to nie tylko pod względem fabularnym. Bardzo zadowalającym aspektem tej produkcji są również nietuzinkowi bohaterzy, których polubienie i zżycie się z nimi nie powinno stanowić żadnego problemu. Każda postać ma swoje problemy, marzenia, przeszłość, miłostki. Każda jest świetnie przedstawiona i nawet te 'złe' dają się lubić. Szczególnie, że ukazana jest motywacja każdej ze stron konfliktu i nikt nie jest zły, bo bycie złym jest fajne. Główny bohater jest jednym z najbardziej charyzmatycznych postaci w historii anime i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Z jednej strony - opiekuńczy, troskliwy braciszek, dbający o bezpieczeństwo i szczęście swojej siostry, z drugiej - nie przebierający w środkach, opanowany i genialny strateg, dowodzący małą armią rebeliantów. Lelouch dobrze znał ludzkie słabe strony i uczucia, co pozwalało mu wygodnie manipulować ludźmi dla własnych celów. Pozornie może wydawać się człowiekiem zimnym, obojętnym na ludzkie cierpienie. Nie jest tak. Motywacja i idee Leloucha są w anime przedstawione bardzo wyraźnie. Chce stworzyć lepszy świat dla swej kalekiej siostry. Nie jest też obojętny na innych ludzi, mimo, że przychodzi mu walczyć oko w oko ze swym najlepszym przyjacielem, który okazuje się należeć do armii Imperium, mimo swego pochodzenia (jest Japończykiem). Suzaku (ów przyjaciel) jest jednak, można by powiedzieć, niemalże całkowitym przeciwieństwem Leloucha. Jest porywczy, szlachetny i każdy spór stara się rozwiązać pokojowo, starając się unikać ofiar. Mimo to, dzielą jedną wspólną cechę. Oboje troszczą się o Nunnaly.
Mógłbym opisać jeszcze setki postaci występujących w tym anime, ponieważ nie dość, że jest ich multum, to praktycznie każda jest przedstawiona wyczerpująco i wiarygodnie, każdą kierują różne motywacje i każdą da się polubić. Choć są też takie, które po pewnych wydarzeniach chciałoby się zaszlachtować gołymi rękami. Nie zmienia to jednak faktu, że w mało której produkcji jest tak wiele postaci, których działania i przeszłość potrafią zaintrygować widza.
Co przyciąga odbiorcę do monitora? Pewnie to, że każdy odcinek urywa się w takim momencie, że potencjalny widz wprost nie może się doczekać kolejnego. I dlatego anime ogląda się wprost wyśmienicie, nie zauważa się upływu czasu. Produkcja przeplata w sobie elementy różnych gatunków, choć nie da się zaprzeczyć, że głównym konikiem pociągowym jest jednak akcja. Dużo jest też elementów dramatu i trzeba przyznać, że owe partie produkcji są zrealizowane bardzo dobrze. Nie da się nie uronić łzy, szczególnie jeśli zżyło się z postaciami, których dotyczą wydarzenia przedstawione w Code Geass. Co działa na korzyść, to także samo prowadzenie akcji i wydarzeń. Wszystko dzieje się szybko, ale w sposób pozwalający widzowi nadążyć za wydarzeniami przedstawionymi na ekranie monitora czy telewizora.
Na koniec powiem też co nieco o otoczce anime. Zarówno grafika i muzyka stoją na wysokim poziomie. Designami postaci zajęły się panie z CLAMP'a i jak na tak poważną produkcję wyglądają one trochę zbyt słodko i kolorowo, jednak to nadaje serii pewnego specyficznego klimatu. Muzyka zaś również stoi na wysokim poziomie. W pierwszej serii nie podobał mi się tylko pierwszy ending, który był IMO totalną porażką. Reszta zaś stoi na bardzo wysokim poziomie. Na pochwałę zasługuje tło muzyczne podczas bitew, czy obmyślania strategii. Utrzymuje ono napięcie i znacznie wpływa na klimat serii.
Ogólnie, Code Geass jest produkcją bardzo udaną, trzymającą w napięciu i dającą dawkę adrenaliny. Polecam zarówno fanom mecha jak i tym, którym wielkie roboty nie kojarzą się zbyt dobrze. Ta seria jest po prostu świetna, czy się lubi mechy, czy też nie. Ode mnie zarówno pierwsza jak i druga seria otrzymują ocenę 10/10 i jest to ocena w pełni zasłużona.